| Uczniowie piszą |
|
|
|
| Wpisany przez MS |
| wtorek, 25 stycznia 2011 11:19 |
|
TWÓRCZOŚĆ NASZYCH UCZNIÓW Łukasz Walkowiak, kl. I d - praca nagrodzona I miejscem w Ogólnopolskim Konkursie "Junior Internet 2010" Jest rok 1969, USA. W bazie naukowej ARPA zradza się ARPANET. Jako działacz wojskowy rozprzestrzenia się szybko. W roku pańskim 1981 pozostawił władzę w rękach dwóch synów: wojownika Milnet i cywila Internet. Ten drugi, dzięki niezwykłym możliwościom, jakie zaoferował, szybko znalazł tysiące zwolenników. Siedemnastego sierpnia 1991 roku Internet przebył granice Rzeczypospolitej, natychmiastowo werbując nowych wielbicieli. Jednym z nich był On, młody, zapalony do nauki licealista, nasz bohater. I stało się - nadszedł ten dzień, w którym jego ojciec podłączył ich komputer do internetu. Tym samym ich rodzina przeskoczyła pogłębiającą się ?diligtal gap? (cyfrową rozpadlinę). Została wyprowadzona z zacofanej ?information undeclass? (?proletariatu telewizyjnego?) i stała się koniunkturą (?arystokracją multimedialną?). Owo twierdzenie, wywnioskowane z amerykańskich badań, wbiło się w głowę młodego licealisty, niczym Ekskalibur w skałę. Mógł odrabiać zadania ze znajomymi, rozwijać zainteresowania na stronach tematycznych, czy poprzez dyskusję na forach naukowych. Jednak, przede wszystkim, miał nieograniczony dostęp do informacji ułatwiających życie i pozwalających na szybkie zdobycie wiedzy i naukę. ?Internet English School zaprasza na lekcje przez internet. Za darmo, elastycznie, na odległość!!!?- Przeczytał nasz bohater pewnej soboty.- ?Muszę się zapisać, nauka przez Neta musi być świetna. To ekstra pomysł amerykańskich naukowców, ten ?distance learning?- pomyślał - W końcu będę mistrzem z anglika.? Kolejne dni płynęły, coraz mniej książek, coraz więcej internetu. Kolejne wypracowania powstawały błyskawicznie, nie trzeba było przesiadywać tyle nad książkami. Nie musiał zastanawiać się wiele, miał gotowe teksty. Nowe dysputy ze znajomymi z forów naukowych rozszerzały jego horyzont wiedzy. Dzięki internetowemu angielskiemu mógł uczyć się języka elastycznie - kiedy chciał, kiedy miał czas, mógł zatrzymać się na dłużej przy tym, czego nie rozumiał. W ?szkołach internetowych? jedynym nauczycielem jest strona, która się do nas dopasowuje. Nadszedł czas sprawdzianów. Nasz licealista był pewny, iż na koniec semestru będzie prymusem. Może ostatnio trochę zaniedbał naukę, przez nowych znajomych z forów i prowadzenie bloga, ale ostatecznie to też pewien sposób nauki (np. informatyki), jak sobie tłumaczył. W końcu napisał ostatnią pracę, poszedł ze znajomym omówić przystąpienie do międzynarodowego młodzieżowego internetowego stowarzyszenia młodych ekologów. Następnie poszedł do domu. Przez całą drogę, jednak coś nie dawało mu spokoju. ?Coś mi nie pasuje... eee... czemu na tej świetnej stronie historycznej było napisane, że chrzest Polski był w 999 roku, a bitwa pod Grunwaldem w 1405. Źle napisałem w wypracowaniu, nie pomyślałem. Poprawi się z histy, jestem z niej dobry. Ej! Co jest?- zerknął na zeszyt z biologii, który nie spakował wychodząc od znajomego - fotosynteza, to nie jedzenie komórkowe! Cóż, jeden sprawdzian z biologii, to nie cały świat. Najważniejsze, że spotkam się dziś na forum z Hipem, niezły kumpel z niego. Szkoda, że pojęcia nie ma na temat nauki. Ciekawe po co w ogóle zapisał się na forum dla historyków. Z anglika pewnie będzie dobrze. Przecież uczę się go z internetem. Może trochę zaniedbałem go ostatnio, ale Hipo zna takie dowcipy!!! I tak nie muszę uczyć się już z książki, dzięki angielskiemu przez internet jestem o wiele dalej. Ha! jak ten internet ułatwia życie. Zaraz dowiem się wszystkich ocen. Mieli podać rodzicom na dzisiejszej wywiadówce, pewnie rodzice już wrócili.- cyk, cyk, otworzył drzwi. ?Cześć eee... mamo, tato skąd te miny, coś nie tak z moimi ocenami? Macie listę najlepszych?- zerknął -?Co? Tomek, ten tuman bez internetu, ma najwyższą średnią? Eee.. Hej! A ja??
Ola Piotrowska, kl.IIIf /2007/2008/ "List" Witaj? Niekoniecznie mamy wszyscy taki sam głos \V listach. Wyobraź sobie, że mówię jak mały szyderca. Smacznego! Przyszło mi do głowy na poczekaniu na przystanku: "palenie zabija" tak się złożyło, że się zabijasz; zabijasz. Podwójne smacznego! Dla Palacza Bardziej i bardziej śmiertelnego Jeśli chcesz Chodzić ze mną / dostać buzi/ być wolny Rzuć to z czym chodzisz za szkołę Często trzymasz w buźce A jeszcze Ci nie wolno Podobno noszę chustę taką jakie noszą szyici Zaciągam ją na usta i nos Kiedy się zaciągasz i krztusisz Maski P-Gazowe włóż! Cieszę się, że poznałam Jednak spróbuję Cię nawrócić, wiesz? Uważaj zatem na Szyitów- fanatyków na ich pułapki i depresję Miłego beznikotynowego dnia Słoneczno- biedronkowego I miej zawsze taki miły głos. Z tym, że kiedyś Zniszczą GO Jeśli nie zmądrzejesz (nie wiem tylko kto pierwszy Fanatyk?: Papierosy?) Prezent jeszcze od wielbiciela kolorów: Zielonego i czerwonego: "kwiaty w pokoju" /Władysław Broniewski/ ?????????? ?????????.. Nie odezwę się do Ciebie Już ani słowem Chyba, że pisanym Pożycz mi długopis, kończy się atrament. .,Zmartwychwstanie" To trochę tak jakbym Wędrowała łąką I doszła Przed kruchy drewniany mostek Z moją niepewnością i nienawiścią do wyborów I biedronką na nosie Nieśmiały krok Przez trzeszczący most I jeszcze krok W mroczne nieznane Po drugiej stronie Która okazuje się I bezpieczna i pewna I Ja i myśli i niebo- czyste ale to tak jakbym nie potrafiła nigdy pojąć. x x x Wszystko nam przeszkadza Ty masz 7 lekcji, ja 5 Ja czekam na Ciebie Kiedy nie masz o tym pojęcia Ja domyślam się znów, Że Cię nie ma Słonce świeci rano, Rano gdy jesteś Po południu spada śnieg Boję się, że wszystko Będzie nie tak Że wszystko mi na złość: Skończy się Świat Potłucze Wazon Wyleje Odra Chciałam zaprowadzić Cię Do wiosny A ktoś wyrwał ją Z korzeniami Jesteś ważniejszy od tego, Bym pamiętała o nieśmiałości Zdążę przed końcem Świata : Wiosny. Małgosia Rosińska, kl.II a /2007/2008/ "Powrót" Idzie nasze wojsko Walczyć zdobywać Tak mowi nasz przywódca Pasterz Prowadzi nas po kolejnych łąkach Byśmy je zdobyli i stali się szczęśliwi Już je mamy choć nie musieliśmy wygrać Trawy zanim wykiełkowały Były już zwiędłe Wiszą na krzyżu pod którym Klęczą tylko nasiona i suche siano Bojąc się płacząc i modląc Ja też przyklękłam gdy ciebie Już nie ma I ktoś mnie bije za karę Mój właściciel Bo to nie jest ten właściwy krzyż Wtedy uciekam Biegnę do ciebie Pustymi korytarzami Te stare znikają Powstają nowe w innych miejscach I wypełnia je światło I wypełnia je ciepło I słyszę rozmowy I sama układam dialogi I niewypowiedziane myśli I biją mnie jeszcze mocniej To mój ojciec główny i całą masa podojców Krew płynie mi z uszu oczu i ust Spływa po rękach i nogach Już się nie ruszę Popełnię tylko ten jeden Najcięższy grzech Pomyślę że jeszcze wrócisz
"Zabawa w dom" Gdy światło zabłyśnie I zepchnie mnie na swe krawędzie Wtulona w noc Przypomnę sobie jeszcze bardziej Kim jestem I że w dole brzucha Mam mały domek dla lalek Niezamieszkany jeszcze Wiem dokąd prowadzi każda ścieżka Zaczynająca się pod małymi drzwiczkami Umiałabym poprowadzić każdą laleczkę Która skończy pić herbatę I wybiegnie bawić się w ogródku Kiedyś ulepię sobie lalki z plasteliny To chyba jeszcze nie matczyna opiekuńczość Ale nakarmiłabym je swoim ciałem By tylko wiedzieć że na coś się przydam Klęcząc na tafli lustra Rodzę swoje odbicie Po drugiej stronie gdzie świeci słońce Ma łagodniejszy smak Próbuję się podnieść Idąc ścieżkami moich lalek Których rozmieszczenie sama kiedyś Wyznaczyłam na mapach "Przed świtem " Godziny drugiej' w nocy Byłam jeszcze płodem Nieświadomym niczego I coś wyrwało mnie do światła Choć się broniłam bo to jeszcze za wcześnie Upadłam na zimną podłogę Szukając kryjówki popełzłam chłodnym korytarzem Do łazienki Zobaczyłam siebie w lustrze Moje odbicie miało już całkiem silne rączki i nóżki Niczym nie różniło się od odbić innych dzieci Dzień wplótł mi we włosy Obrzydliwe wstążeczki I ubrał w niewygodną sukienkę Tak na siłę bez pytania Uciekłam przerażona Do odpływu umywalki I nic nie poradzę na to że I że źle się dzieje Odkręci kran z którego wypłyną kwiaty I zaleją cały dom "Jutro" Baobabów stoję Gryzę gruby pień już piąty miesiąc Czekam kiedy się przewróci Skończyłam Leży przede mną Moje drzewo To włos z dywanu w przedpokoju Kilkaset razy większy ode mnie Wytrwale dążę do celu Wycinam włosek po włosku robiąc Leśno-dywanową ścieżkę Aby przedostać się od drzwi wejściowych Do sypialni I wejść na najwyższą górę w tej okolicy Na moje wrogo nastawione do roztoczy Łóżko
"Urodziny" Małe pudełko Brzydkie i niepotrzebne Otworzyłam Zobaczyłam siebie w środku Odłożyłam je na półkę To prezent więc z uprzejmości nie wyrzucę "Niedokończony sen" Pod zaspaną powieką Znów znalazłam Martwego gołębia A przecież zrobiłam jak wszyscy Radzili Domalowałam więcej przestrzeni Tuszem wydłużającym rzęsy "Dorosłość" Od dawna Myślałam Czy ładnie mi będzie Ze skrzydłami Muchy rozgniecionej na szybie Deszcz uderza o parapet Od nieskończoności W nieskończoność Jak koraliki Z szyi tej małej dziewczynki w bieli Mam w sobie Już tylko skrawki jej połamanych tęczówek Umarła jeszcze przed urodzeniem Zimne krople spłukują Resztki mnie Chyba mi zimno Uśmiecham się jak tylko potrafię Przecież kochałam Mimo wszystko Kto mnie pocałuje Na pożegnanie |
| Poprawiony: czwartek, 09 czerwca 2011 08:13 |


